Gdy toalety bez drzwi zaczynają drażnić bardziej niż zwykle


Nie jedziesz tam na wakacje. Ty masz tam żyć – powiedział kiedyś mój kumpel Jerry, gdy mu powiedziałem że wyprowadzam się z rodziną do Chin. I mimo całej przygody, piękna i niepewności zawartej w tym zdaniu, czasem ta świadomość jest przerażająca.



Kocham ten styl życia i nie zamieniłbym go na żaden inny – uporządkowany chaos w którym ciągle coś się zmienia. Ludzie, kolory , języki, krajobrazy … Jednak po pewnym czasie przychodzi moment w którym zdaję sobie sprawę że nie jestem i nigdy nie będe u siebie. Wkurwianie się na Chińczyków że jeżdżą na czerwonym świetle, plują na ulicy czy podają ryż w restauracji na sam koniec posiłku nic nie zmieni. Nie zredukuję liczby ludzi w metrze czy na ulicach i nie sprawię że choćby na sekundę poczuję się incognito. Nie wtopię się w otoczenie z racji mojego wyglądu. Dla nich zawsze będę 老外 (laowai) czyli obcokrajowcem.



Mogę mówić po chińsku bieglej niż Mao Tse Tung lub posługiwać się pałeczkami tak zręcznie że potrafiłbym łapać muchy w locie,ale do końca swoich dni pozostanę śmiesznym białasem z wielkim nosem i oczami. Białasem, któremu trzeba koniecznie zrobić zdjęcie lub powiedzieć “Hello”.

Nie jestem Gretą Thunberg i nie mam wpływu na zmiany klimatyczne.Nie zniweluję smogu za pomocą słów. Nie sprawię że wszyscy Chińczycy zaczną na raz wyrzucać papierki do śmietnika, zamiast kilka centrymetrów obok lub co gorsza przez okno. A szczególnie nie wmówię chińskim mamom że widok ich dziecka sikającego w metrze, sklepie lub … do kosza na śmieci (!!!) jest czymś obrzydliwym. Nie sprawię też że przestanę być główną atrakcją przy męskim pisuarze. Weź tu człowieku spróbuj się wysikać gdy jakiś zaciekawiony Chińczyk bezczelnie gapi ci się w wiadomoco. Będziesz miał szczęście jeśli nie zawoła swojego kolegi! Myślisz że uda Ci się ukryć za toaletowymi drzwiami? Proszę bardzo – ale najpierw je sobie wstaw. 


W Chinach nie ma opcji “Sound Mute”. Nie sprawię że Chińczycy przestaną krzyczeć zamiast mówić. Ciężko tu znaleść zaciszne miejsce lub takie, gdzie nie ma nikogo. Co??? Przecież w 5* restauracjach musi być spokój! Poważnie? Też nie? I nawet tam nie mam pewności że dostanę menu po angielsku 🇬🇧 tylko w tych ich dziwnych krzaczkach? To skąd będę wiedział czy to co jem jest tym co jem? Nie mogę mieć takiej pewności? To po co ty tam w ogóle siedzisz w tych Chinach? Przecież nie ma tam schabowych, normalnego chleba, a ser i masło są towarami ekskluzywnymi.


Mam trzy wyjścia. Pierwsze to narzekanie, hejt i próba zmiany zachowania kilku miliardów Chińczyków. Gwarantuję że na dłuższą metę doprowadzi to do wrzodów żołądka.Drugie wyjście to akceptacja i świadomość że to ja tu jestem gościem i obojętnie jakby tu było, muszę zdać sobie sprawę że ICH kulturę trzeba szanować. A jeśli naprawdę nie dam rady zaakceptować tych wszystkich odmienności? Wtedy pozostaje wyjście numer 3 – spakować się i wrócić do domu.


Kategorie: Podróże

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *